Jest (ważne). Temperament podobno jest wrodzony, więc w pewien sposób uwarunkowani genetycznie jesteśmy do takich i innych zachowań czy cech, ale nie jestem psychologiem ani nie posiadam wiedzy naukowej na ten temat. Po prostu sama przez wiele lat chodziłam na terapię, wiem tyle że temperament się ma, a osobowość się kształtuje. Do pewnego ponoć wieku rozwija się jakiś jej rdzeń, ale to wcale nie oznacza, że nie powinno się nad nią (osobowością) i w ogóle nad sobą jako całością pracować pomimo tego, że się często już nie chce i nie ma siły, zasobów, przestrzeni i w ogóle. Nie chodzi też o to, żeby ulegać naciskom nakładanym na samych siebie, bo chyba nawet nie warto, z czysto matematycznego punktu widzenia, ale też w imię szacunku do siebie samego, już nie wspomnę o miłości, chociaż boję się używać tego słowa. O miłości nie jest łatwo opowiadać. Chciałam powiedzieć tyle, że po prostu, no po prostu trzeba strzec swoich własnych granic i ograniczeń, a jak mamy to dobrze robić, jeśli sami wobec siebie nie potrafimy być tak po ludzku uczciwi. Nie namawiałabym tutaj do odpuszczania, zaniedbywania obowiązków, porzucania marzeń czy planów, chociaż może jednak posłucham sama siebie i zaprzeczając początkowi tego zdania – bo po prostu podjęłam w trakcie formułowania tej wypowiedzi decyzję, że będę wobec siebie teraz uczciwa i jednak przyznam że odpuścić czasem warto. W imię czego? A trzeba zawsze pytać dlaczego? Czasem po prostu podejmuje się decyzję i ważne jest tylko to, że jest się konsekwentnym, pomimo, że powody i odpowiedzi się są znane, a przynajmniej nie w tym momencie. Może się okazać, że nie będą ważne w ogóle, nawet kiedy ostatecznie ujrzą światło dzienne.

Bycie zdrowym to duża wartość w życiu. Nie chcę w truizmy, ale faktycznie z mojego doświadczenia wynika, że utrata danej wartości potrafi odsłonić jej prawdziwe znaczenie. Nie uważam, że każdy człowiek musi i powinien przejść psychoterapię. Nie wiem nawet co to znaczy przejść psychoterapię, bo to by oznaczało, że miałaby ona swój początek i koniec. Moja na pewno nie miała końca albo przynajmniej zakończenia, dlatego że nie wykluczam tego, że kiedyś na nią wrócę, po prostu na ten moment nie czuję, że chcę i potrzebuję z niej korzystać.

Nie wiem kim jest normalny człowiek, wiele razy słyszałam, że ja normalna nie jestem i czasem nawet robiło mi się z tego powodu przykro, nie dlatego że koniecznie chcę sobie zasłużyć na miano człowieka, który mieści się w określonych normach (społecznych), ale dlatego, że ważny jest też kontekst, w którym wypowiada się dane słowa, ton, mimika i intencja, a tą – zwłaszcza jeśli znamy kogoś trochę lepiej i dłużej, co nie zawsze idzie ze sobą w parze – można po prostu wyczuć. Myślę, że ciało, może podświadomość, w jakiś sposób czuje, kiedy drugi człowiek chce nam zagrozić, w jakiś sposób nas zranić.

„Z tobą jest coraz gorzej.”

Może być wyrazem troski, obserwacją, ale też próbą zgniecenia osobowości. Chyba trzeba być po prostu w tym wszystkim mądrym.

Ważne jest też, poza mądrością, żeby być silnym. Ciągle się tego uczę, oczywiście najlepiej na zasadzie kontrastu i braku. Przez długi czas silna nie byłam, może też nie jakaś bardzo słaba, bo udało mi się przeżyć, ale w tym pomogło bardzo mocno wsparcie bliskich. Nie wiem dokładnie i w pełni czym jest siła, ale mogę sobie wyobrazić, czym ona nie jest. Na pewno nie jest uciekaniem i tłumieniem emocji. Udawaniem, że one nie istnieją, chociaż wydaje się to być dość kuszącym rozwiązaniem, co nie znaczy że prostym, bo też wysiłku wymaga, takie zagryzanie zębów. Osobiście uważam, że nie jest słabością dopuszczenie do siebie trudnych i nieprzyjemnych emocji, takich jak smutek, żal, złość, frustracja, niezadowolenie, zmęczenie, a nawet rozpacz czy przeżywanie żałoby. Wręcz przeciwnie. Pozwolenie sobie na doświadczanie życia w różnych jego odcieniach i obliczach, nie uchylanie się od tej osobistej odwagi do zmierzenia się z trudnościami, z tą niewygodą, tak moim zdaniem wygląda siła – między innymi. Z dużym prawdopodobieństwem tak można ją w sobie odnaleźć, paradoksalnie właśnie w tej słabości.

Od wielu lat myślę o zaczęciu kolejnych studiów – z psychologii, chociaż im dłużej (a ostatnio również intensywniej) żyję, przekonuję się, że to jeszcze nie jest ten moment. Prawdopodobnie pieniądze, które zainwestowałam we własną psychoterapię, mogłyby pokryć, przynajmniej częściowo wcześniej wspomniane studia, a podobno jednym z warunków zostania dobrym psychoterapeutą jest również przejście własnej psychoterapii. Nie wiem jak to jest z tym byciem psychoterapeutą, słyszałam, że jest to zwód nieregulowany prawem, a też wiem że są ludzie, którzy lubią korzystać z luk prawnych – z różnych powodów. Może dla uzyskania własnej korzyści, chociaż myślę też że wcale nie tak łatwo zidentyfikować intencje innych ludzi.

Długo się terapeutyzowałam, długo. Na pewnym etapie do leczenia musiałam też włączyć leki, które na moment mojego życia, w którym je przyjmowałam, pomagały. Wiem, że dużo piszę teraz o sobie, może tego po prostu akurat potrzebuję, bo przychodzą takie momenty w życiu, kiedy człowiek chce siebie w pewien sposób podsumować, i pomimo że może nawet lepiej odnajduje się w chaosie niż inni, to potrzebuje tych ram, no potrzebuje. Bo inaczej jak to nazwać? Nie wiem, chyba anarchią wewnętrzną, osobistym samo-niestanowieniem.

Myślę, że dobrze jest znać siebie, być takim samo-świadomym. Terapia prawdopodobnie w tym pomaga, na pewno jest lepszym wyjściem niż rozmowa z chatem GPT wiem, że niektórzy ludzie tak robią. Nie twierdzę, że każdy powinien na terapię pójść, przejść przez nią i rozliczyć się z sobą samym, ale chyba ona pomaga, zrozumieć niektóre rzeczy, jakieś mechanizmy działania. Dla różnych ludzi może mieć różne funkcje, no niedobrze na pewno kiedy szkodzi. Terapeuta to też człowiek, a człowiek jak to człowiek, ma swoje ograniczenia, a nawet bywa okropny.

Miałam lęki, depresje, nie panowałam nad sobą często też, bywałam uzależniona emocjonalnie od ludzi. I boję się o tym mówić, mniej pisać, chociaż to jest bardziej trwałe niż powiedzenie tego, więc jak widać bywam też – jak to człowiek – nielogiczna i niespójna. Na szczęście nie muszę i nie chcę nikomu nic teraz udowadniać. Wiem, że ludzie mają różne temperamenty, które są wrodzone, a na bazie tych naszych uwarunkowań – bądź co bądź genetycznych – kształtuje się osobowość, ale to już kwestia bardziej złożona, bo tutaj wpływ mają na nas w bardzo dużej mierze – oczywiście na początku rodzice, później rówieśnicy, no i ogólnie otoczenie. Myślę, że ważne jest to jakimi ludźmi się otaczamy, z kim przystajemy, ale też – wiadomo – nie zawsze jesteśmy w stanie w pełni to kontrolować, chociaż kontrola daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Relacje, te wartościowe, te głębsze niż powierzchowne są ważne, mogą nas ratować, kiedy nie jest dobrze. Relacje powinny być obustronne, powinno się je pielęgnować.

Nie warto wątpić w siebie, chociaż pewnie należy zadawać sobie pytania, weryfikować swoje intencje. W ogóle to pewnie łatwo byłoby to sprowadzić do reguły złotego środka i zachowania – jakby nie patrzeć, ważnego – balansu. Czyli bądź egoistą, ale nie za bardzo. Jesteś ważny, ale inni ludzie też są ważni. Pamiętaj, żeby budować swoją wartość i pewność siebie, ale nie idź w arogancję. Okiełznaj się, nie idź w ten cały narcyzm, o którym jest dzisiaj głośno. Bądź dobry, dbaj o granice, swoje przede wszystkim, bo jeśli nie będziesz dbał o swoje, to nie zrozumiesz granic innych. A granice pomagają samo-stanowić i porządkują chaos, mogą przeciwdziałać przemocy.

Przemoc jest trudna. Nie lubię, boję się jej. Żeby zachować spójność, chociaż częściowo i trzymać się tematu rozdziału, czyli pisać dalej o zdrowiu psychicznym, muszę przyznać, że przemoc może mocno zachwiać dobrostan. Wiem, co mówię, ponieważ uczę się przez doświadczenie, najlepiej własne, a najlepiej to w ogóle na błędach, co kilkukrotnie przybliżyło mnie do dna. Szurać po dnie nie jest dobrze, a najgorzej, że im dłużej się szura, tym bardziej się człowiek przyzwyczaja i trudniej przypomnieć sobie to, co było wcześniej. Trudno jest wtedy zmienić perspektywę i na pewno trudno samemu stamtąd wyleźć. Uważam, że przemoc w ogóle jest czymś, co sami jako ludzie sobie robimy – mam na myśli przekazujemy ją dalej, jakbyśmy próbowali zrzucić z siebie trudne doświadczenia i pomimo, że prawdopodobnie podskórnie wiemy, że skoro nasze granice zostały przekroczone i było nam źle i niemiło, że bolało, to jeśli zrobimy to samo, albo nawet coś gorszego innym ludziom, ich też będzie bolało. Może są ludzie, którzy są jakoś bezwzględnie źli, nie wiem, nie mam jeszcze 30 lat i nie mam wyrobionych poglądów na wiele tematów, chociaż nie wiem na ile zdecydowanie w określonych kwestiach jest skorelowane z wiekiem. Człowiek chyba uczy się całe życie, chociaż może nie zawsze chce. Warto chcieć. Tak myślę.

Posted in

One response to “Zdrowie psychiczne”

  1. Joanna Avatar

    Nazwane lęki i cierpienia tracą nad nami moc. Kibicuję na tej blogowej drodze.

    Like

Leave a comment